Mężczyzna w długim, czarnym płaszczu skręcił w ciemną i brudną alejkę. Smród gnijących śmieci uderzył jego nozdrza. W pewnym momencie z cienia wyłonił się człowiek ubrany w garnitur. Zmierzył przybysza wzrokiem i dał znak ręką. Za nim pojawiła się kobieta również ubrana w garnitur z dziwnym urządzeniem w ręce.
-Rozumie pan, względy bezpieczeństwa. - powiedział mężczyzna w garniturze.
-Oczywiście. - odparł przybysz.
Gdy kobieta zaczęła badać go urządzeniem ten zamknął oczy.
-Coś się stało? - zapytała podejrzliwie.
-Miałem dzisiaj bardzo ciężki dzień. - odpowiedział szybko.
Bez słowa podwinęła jego rękaw i przypatrzyła się jego ręce.
-Zdaje się być czysty. - powiedziała do mężczyzny w garniturze.
-Witaj bracie! - powiedział z ulgą.
-Witaj jestem...
-Zaraz pan się nam przedstawi. Nie traćmy czasu. - przerwał mu.
Zaprowadzili go do ukrytych drzwi, których większość ludzi nie dostrzegłaby nawet przy pełnym świetle, a co dopiero w mroku alejki. Zeszli na dół ciasnym korytarzem. W końcu dotarli do brudnych drzwi zamykanych od drugiej strony. Mężczyzna w garniturze zapukał cztery razy. Otworzył im wysoki, umięśniony człowiek ubrany w podkoszulek i jeansowe spodnie.
-Proszę tędy - powiedział i wskazał ręką na jeden z kilku korytarzy, które wychodziły z pomieszczenia. Zaraz potem zamknął i zaryglował za nimi drzwi.
"Szybko! Jeszcze raz!" usłyszał w myślach przybysz i znów zamknął oczy.
-Mogę prosić o kawę? - zapytał po chwili.
-Oczywiście - odpowiedział mężczyzna w garniturze - Zaparz panu, dobrze? - zwrócił się do kobiety, która właśnie odłożyła urządzenie. Skinęła głową i poszła do drugiego korytarza.
-Dobrze, mamy jeszcze chwilę. - powiedział do przybysza.
-Więc nazywam się John. John...
-Nieważne. Nazwisko nas nie interesuje. - przerwał mu.
-Aha - odparł wyraźnie zaskoczony.
-Ponoć Twoja historia jest niezwykle interesująca John. A właśnie, mówi mi Sam. Sam Poszukiwacz.
-"Poszukiwacz"? - nadal nie mógł wyjść ze zdziwienia.
-Tak, to ja poszukuję i kontaktuję się z ludźmi takimi jak Ty.
John pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Przepraszam, że pytam, ale ciekawi mnie jaki przydomek dostanie się mi?
-To ustalimy w głosowaniu zależnie od Twoich zasług i czynów. Jak na razie pozostaniesz "Johnem".
-Dobrze. - odpowiedział nieco zrezygnowany.
W tym momencie weszła kobieta w garniturze z kawą i podała ją Johnowi.
-Dziękuję. A jak Ty się nazywasz?
-Alicja Zimna. - odpowiedziała szorstko.
Z całych sił starał się nie zaśmiać. Wziął łyk kawy. Była strasznie gorzka, ale wołał się nie skarżyć.
-Możemy? - zapytał mężczyzna w garniturze.
-Owszem, chodźmy. - odparł przybysz.
Zaprowadził go do sporej sali, w której siedziało sporo ludzi. Był trochę zaskoczony ich ilością, ale nie dawał tego po sobie poznać. Sam zaprowadził go do mównicy.
-Bracia, siostry, ludzie! - zawołał do zgromadzonych. - Chcę Wam przedstawić Johna, który zamierza się podzielić z nami swoimi doświadczeniami z Odmieńcami!
Po chwili ciszy zabrzmiały brawa, które szybko zostały uciszone przez Sama.
-Brawa zostawmy na koniec. - powiedział entuzjastycznie i usiadł w pierwszym rzędzie.
-Dzień dobry - powiedział niepewnie. Wziął głęboki oddech.
-Czy któryś z Was widział "oznakowanego" w akcji? Był świadkiem, a może celem ich mocy? - uwolnił pokłady charyzmy.
Na sali zapanowała cisza. Nikt się nie odezwał, nie poruszył.
-Ja tak. Widziałem, byłem świadkiem, celem. Zazwyczaj nic się później nie pamięta, jednak ja pamiętam. Chciałbym Wam powiedzieć, że ci odmieńcy, "ludzie ze znakiem", Utalentowani, jak sami siebie nazywają, naprawdę niewiele potrafią.
Całą salę ogarnęło ogromne poruszenie. Przecież cała organizacja istnieje po to, żeby szukać sposobów obrony przed odmieńcami.
-Zdrajca! - krzyknął ktoś z tłumu.
-Spokojnie ludzie. Dajcie mu dokończyć. - starał się uratować jakoś sytuację przerażony Sam.
-Tak właśnie! Są słabi, te znaki, których się tak obawiacie, ograniczają ich możliwości, dają im ledwie namiastkę tego co mogliby zrobić. Ich prawdziwa moc pozostaje ukryta przed nimi samymi.
-Powiesić zdrajcę! - zaczął krzyczeć tłum.
-CISZA! - ryknął na cały budynek John. Wszelkie dźwięki oprócz jego głosu nagle zniknęły.
-Tak lepiej. - powiedział spokojnie patrząc na przerażony tłum....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz